poniedziałek, 22 czerwca 2009

Pan Reynaldo i fundusz Ali Baby

Pan Reynaldo i fundusz Ali Baby - dwadzieścia siedem lat po reformie emerytur w Chile

W żadnym kraju instytucje zajmujące się emeryturami nie cieszą się sympatią aktualnych i potencjalnych klientów, którzy na ogół są rozczarowani wysokością przyznanego świadczenia. Z drugiej strony te instytucje straszą nas widmem zagrożenia wypłacalności. Wiadomo już, że model niemiecki, solidarnościowy, przestał się sprawdzać z powodu kryzysu demograficznego i wydłużania się ludzkiego życia. Z podobnymi problemami borykał się system emerytalny w Wielkiej Brytanii. Rząd Margaret Thatcher przeprowadził w latach 80. reformy polegające na zmniejszeniu roli gwarantowanej jednakowej emerytury i rozwoju prywatnych instytucji emerytalnych.

Również w Polsce dostrzeżono konieczność przeprowadzenia gruntownej reformy systemu emerytalnego. Powszechnie sądzi się, że jako wzór godny naśladowania wybrano model chilijski. Cieszył się on na świecie sporym uznaniem, tak przynajmniej utrzymywały polskie media. Częściowo zawdzięczał to autorytetowi takich ludzi jak Milton Friedman i jego chicagowskiej szkole ekonomicznej (tak zwani Chicago Boys). Friedman był twórcą neoliberalnych reform w Chile i autorem zwrotu "chilijski cud gospodarczy". Za autora przeprowadzonej w 1980 roku reformy chilijskiego systemu emerytalnego uznaje się ekonomistę Jose Pinerę (ur. 1948), ministra pracy i opieki społecznej a następnie górnictwa w okresie dyktatury Augusta Pinocheta.

Wprowadzony przez Pinerę w Chile system emerytalny przypomina nieco brytyjski. Istotą jego reformy było całkowite sprywatyzowanie systemu ubezpieczeń emerytalnych i oparcie go w całości na systemie kont osobistych. Powstały prywatne fundusze emerytalne zrzeszone w Administradoras de Fondos de Pensiones (AFP). Wysokość przyszłej emerytury miała zależeć od tego, ile ubezpieczony zdoła zgromadzić na indywidualnym koncie w wybranym przez siebie funduszu. Każdy pracownik (poza wolnymi zawodami) musi przystąpić do prywatnego funduszu emerytalnego, do którego co miesiąc pracodawca odprowadza dziesięć procent jego pensji. Nie ma żadnego pośrednika, pieniądze trafiają bezpośrednio na rachunek każdego członka funduszu emerytalnego. Z kolejnych dziesięciu procent pensji (pracownik otrzymuje osiemdziesiąt procent zarobków) siedem procent jest przeznaczone na ubezpieczenie zdrowotne; pozostałe trzy procent podzielone: na prowizję dla funduszu - do 2,2 procent, oraz na ubezpieczenie wypadkowe - 0,8 procent (w razie śmierci ubezpieczonego rodzina otrzymuje siedemdziesiąt procent ostatnich zarobków).

W rzeczywistości w Chile do dziś działają dwa systemy emerytalne, to znaczy stary, czyli repartycyjny, i nowy. W starym systemie pozostali paradoksalnie wojskowi, twórcy nowego, ponoć znacznie korzystniejszego systemu. Mają oni wysokie emerytury, które regularnie się podnosi. Ich emeryturami zarządza państwowy zakład emerytalny INP (odpowiednik polskiego ZUS).

Nasza wiedza o tym, jak chilijska reforma emerytalna sprawdza się w praktyce jest niewielka. Chile leży daleko, oficjalne delegacje ograniczają się do zapoznania się z tym, czym chcą się pochwalić chilijscy gospodarze. W przeciwieństwie do emerytów niemieckich chilijscy są rzadkimi gośćmi w naszym kraju. Dwadzieścia siedem lat, które minęło od wprowadzenia reformy to wystarczający okres do wystawienia jej cenzury.

Na podstawie oficjalnych danych ponad pięćdziesiąt pięć procent tych, którzy obecnie uiszczają składki na jakiś fundusz emerytalny, nie otrzyma nawet emerytury minimalnej. Z jednej strony z powodu niestabilnego rynku pracy nie osiągną oni wymaganych przez system 240 miesięcy nieprzerwanego uiszczania składek (według danych Ministerstwa Pracy w Chile zmienia się pracę średnio co 4,2 miesiąca), z drugiej strony zbyt niskie zarobki nie pozwolą im na zgromadzenie wymaganego kapitału. Spośród pozostałych czterdziestu pięciu procent połowa będzie miała emeryturę minimalną, to znaczy 117 tysięcy pesos (około 115 dolarów) miesięcznie. Tylko dwadzieścia procent ogółu będzie miało emeryturę wyższą niż minimalna. Ci, którzy pozostali w starym systemie repartycyjnym, mają do trzech razy wyższe emerytury niż ci, którzy przeszli do nowego systemu kapitałowego. Odnosi się to przede wszystkim do urzędników, pracowników służby zdrowia i oświaty.

Kilka lat temu co drugi Chilijczyk w ciągu roku zmieniał fundusz emerytalny nie dlatego, że inne osiągały lepsze wyniki finansowe, czy pobierały niższą opłatą za prowadzenie konta. Na tych zmianach zarabiali przede wszystkim akwizytorzy, którzy rozkręcali ogromne akcje propagandowe. Obecnie zmienia fundusz zaledwie około 4-5 tysięcy osób rocznie. Aktualnie działa sześć AFP, z których trzy skupiają osiemdziesiąt procent udziałów rynkowych.

W październiku 2008 roku fundusze chilijskie odnotowały bezprecedensowe straty sięgające w zależności od funduszu do 45,7 procent. Najlepiej wysokość strat zilustrują dane dotyczące największych funduszy, i tak Captal stracił 28 procent, Planvital - 26 procent, Provida - 24 procent, Habitat- 22 procent, Cuprum - 23 procent. Ogółem straty osiągnęły ok. dwudziestu siedmiu miliardów dolarów, czyli były porównywalne z chilijskim budżetem z 2007 roku. Były one tak wysokie, że ci, którzy planowali przejść na emeryturę w 2008 roku bądź w 2009, będą zmuszeni pracować przez kolejne 8-10 lat, by odrobić straty. Aż 99 procent osób powyżej 55. roku życia, zachęcanych przez zarządy funduszy i ekspertów ekonomicznych, miało ulokowane swoje oszczędności na kontach w funduszach wysokiego ryzyka (tak zwane fundusze A i B), które poniosły największe straty. Potencjalni emeryci wnieśli skargę do sądu, oskarżając AFP o złe zarządzanie ich oszczędnościami.

AFP zarządza na razie rachunkami zaledwie 600 tysięcy emerytów, podczas gdy INP 1,5 mln. A mimo to koszty administracyjne AFP są ośmiokrotnie wyższe niż INP. Zarządy funduszy emerytalnych pożerają aż do dwudziestu procent oszczędności. Średni roczny zysk AFP wynosi aż trzydzieści procent. Ostatnio fundusze, pomimo trwającego kryzysu, dwukrotnie podniosły swoje prowizje.

Chilijscy pracownicy nie szczędzą gorzkich słów pod adresem AFP

Do 28 października 2008 roku ubezpieczeni w funduszach emerytalnych stracili około dziewięciu lat płacenia składek. Warto zapoznać się kilkoma opiniami samych Chilijczyków wybranymi z jednego z kilku forów internetowych poświęconych emeryturom.

Cecylia z Valparaiso, nauczycielka, 55 lat, ponad 30 lat pracy w oświacie
Jestem niezadowolona, ponieważ w chwili przejścia na emeryturę otrzymam zaledwie pięćdziesiąt procent mojej pensji. Gdybym pozostała w systemie państwowym, otrzymałabym emeryturę równą pensji. W obecnej sytuacji nie mogę nawet myśleć o wcześniejszej emeryturze. W ciągu roku straciłam 8 mln pesos (około 12 tysięcy dolarów). Obawiam się, że w ciągu pięciu lat nie zdołam odzyskać tego, co straciłam w zeszłym roku. Na szczęście nie mam dzieci.

Warto dodać, że kobiety w Chile przy tej samej wysokości zgromadzonego kapitału otrzymują w porównaniu z mężczyznami emerytury niższe o jedną trzecią.

Reynaldo z Santiago
Zapisałem się do funduszu Ali Baby stworzonego przez dyktaturę dla dobra chilijskiego świata pracy i jestem spokojny, bo wierzę, że otrzymam godną emeryturę w wieku 95 lat i będę się mógł nią cieszyć do 120 lat. Nie mogę narzekać!

Julio z Santiago
Przeklęty pajac (to prawdopodobnie o ministrze pracy)! Przed trzema miesiącami miałem 24 mln pesos (ok.37 tysięcy dolarów), dziś mam 17 milionów.

Pedro z Chillan
Gdzie są eksperci, którzy jeszcze dwa miesiące temu doradzali nam, byśmy nie przenosili się do bezpieczniejszych funduszy (D i E)? Zła informacja lub jej całkowity brak zaważyły na podejmowaniu złych decyzji. Nie mogę pojąć, jaki interes miało AFP w zatrzymywaniu członków w najbardziej niepewnych funduszach. Gdy jedni tracą, drudzy się bogacą. Na pytanie, kto zyskał w tym przypadku, możecie odpowiedzieć sobie sami.

Oscar z Santiago
Nie mogę się nadziwić, że prowizja AFP nie zależy od wypracowanego zysku i pobiera ona zawsze taką samą prowizję. Sądzę, że gdyby zarządzający funduszem nie mogli w przypadku strat otrzymywać prowizji, to pewnie by tych strat nie było. Powinno to zostać prawnie uregulowane.

Jose, górnik
Musiałem przystąpić do funduszu, bo nie miałem wyboru. Wciąż nie mam pewności, czy uda mi się zgromadzić wymagany kapitał. Ze względu na uciążliwe warunki pracy, mógłbym przejść na emeryturę w wieku około 58 lat. I taki miałem zamiar jeszcze kilka miesięcy temu, ale z każdym miesiącem coraz więcej tracę; w tej chwili już trzydzieści procent. Obawiam się, że marzenia moje i mojej rodziny rozwieją się i że będę zmuszony tyrać do 65 roku życia. Boję się, że pracując tak długo mam większe szanse, by zachorować na płuca lub inną chorobę zawodową. A chciałbym zdążyć nacieszyć się rodziną. Pracuję na zmiany, często po dwanaście godzin, w stresie. Gdybym tylko mógł wybierać, nie pozostałbym w tym systemie, gdyż nie spełnia oczekiwań tych, którzy oczekują godnej emerytury.

Wiceprzewodniczący Senatu Chile Carlos Ominami w jednym z zeszłorocznych wywiadów podał między innymi informację, że AFP od początku funkcjonowania zgromadziły 69 miliardów dolarów, potwierdził także, iż w okresie od 25 lipca 2007 do 26 października 2008 roku straciły dwadzieścia pięć miliardów dolarów. Jako że pięćdziesiąt procent pracowników należących do AFP nie jest w stanie zgromadzić kapitału gwarantującego minimalną emeryturę, państwo musi dopłacać do emerytur sześć procent PKB. W ciągu 27 lat państwo chilijskie przekazało AFP sto miliardów dolarów.

Chilijczycy postanowili wziąć swój przyszły emerycki los w swoje ręce. Z inicjatywy senatora Alejandro Navarro 21 października 2008 roku powstał ruch Yo me cambio [Przenoszę się], który skupia obecnie około dwadzieścia tysięcy członków. Zachęca on przyszłych emerytów do przejścia do funduszu E (minimalnego ryzyka). Domaga się stworzenia możliwości powrotu do INP (chilijskiego odpowiednika ZUS) dla znajdujących się u progu emerytury. Jednak najważniejszym dalekosiężnym celem tego ruchu jest powołanie państwowego funduszu emerytalnego.

Ewa Hącia-Galdamez

Tekst pochodzi z miesięcznika "Ubezpieczenia społeczne. Teoria i praktyka" nr 5/2009
Redakcja: Rzecznik Prasowy ZUS

Brak komentarzy: